Dziś jest niedziela. Ale właściwie to nie ma nic do rzeczy. Choć może jednak ma, bo to ostatnia niedziela, która niedzielą dla mnie nie jest, bo wszystkie dni przez ostatnie 2 lata były jak niedziela. No a od przyszłego tygodnia niedziela już będzie niedzielą niedzielą. No i tutaj nasuwa mi się myśl, że właściwie to wszystko wróci na swoje miejsce. I dni tygodnia i godziny wstawania i egzystencja i bieg wydarzeń i środki komunikacji i poranna kawa wreszcie będzie na miejscu. Bo tak to była jakaś taka obok, o 10 była. Kto normalny pije poranną kawę o 10? Lud pracujący napierdala już z kubkiem kawy od 5:30. Będzie tak i ze mną. A więc wszystko na swoim miejscu. Czyżby?...
Żeby nie było tak bez zamierzonego kontekstu bloga, to napiszę o dwóch rzeczach, które dziś do mnie dotarły i których będzie mi od 1 września brakować ... tzn będzie mi brakować miliona rzeczy, I guess, ale dziś dobiły się dwie. Po 1wsze - porannego wstawania razem z bobasem, po 2gie - spacerków z wózkiem. Obie te rzeczy szczerze lubiłam w byciu domowążoną. No a teraz pobudka o 5:30, kiedy moje dziecko przewraca się na drugi bok, a i spacerki będą miały zupełnie inny wymiar, bo z pociągu do pracy, z pracy na pociąg. Zastanawiam się czy taki ustalony ład dnia jest rzeczywiście dla mnie. Każdy dzień będzie się odbijał podobnym echem, choć tak z ręką na sercu, to nic nowego, bo dni z bobem w domu też są jota w jotę. Nie ma co marudzić. Trzeba zaakceptować z uśmiechem na ustach. O właśnie! W ogóle, to doszłam do wniosku, że nabrałam fatalnej cechy - malkontenctwa. Jakoś tak samoistnie zaczęłam marudzić i wybrzydzać. A przecież w życiu chodzi o efekt zupełnie odwrotny - doszukiwania się pozytywów. Taki też mam zamiar - zacznę akceptować z radością swój los z całym dobrodziejstwem inwentarza, porażki będę traktować jak lekcje a niedostatki jako czynnik motywujący do polepszania bytu... nieznośnego ;) Ładnie powiedziane. Wrodzony cynizm nakazuje mi teraz właśnie zacząć rechotać.
Życie jest ciężkie. Życie to nie je bajka. Życie to dziwka a potem umierasz. Itd. Itp.
Dziś czuję niepewność jak wkroczenie w kolejny etap zmieni moje, jak sobie z tym poradzimy i jak szybko zsynchronizujemy się z nową rzeczywistością.
3 dni do godziny 0 ... niepewność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz