niedziela, 28 sierpnia 2011


Dziś jest niedziela. Ale właściwie to nie ma nic do rzeczy. Choć może jednak ma, bo to ostatnia niedziela, która niedzielą dla mnie nie jest, bo wszystkie dni przez ostatnie 2 lata były jak niedziela. No a od przyszłego tygodnia niedziela już będzie niedzielą niedzielą. No i tutaj nasuwa mi się myśl, że właściwie to wszystko wróci na swoje miejsce. I dni tygodnia i godziny wstawania i egzystencja i bieg wydarzeń i środki komunikacji i poranna kawa wreszcie będzie na miejscu. Bo tak to była jakaś taka obok, o 10 była. Kto normalny pije poranną kawę o 10? Lud pracujący napierdala już z kubkiem kawy od 5:30. Będzie tak i ze mną. A więc wszystko na swoim miejscu. Czyżby?...
Żeby nie było tak bez zamierzonego kontekstu bloga, to napiszę o dwóch rzeczach, które dziś do mnie dotarły i których będzie mi od 1 września brakować ... tzn będzie mi brakować miliona rzeczy, I guess, ale dziś dobiły się dwie. Po 1wsze - porannego wstawania razem z bobasem, po 2gie - spacerków z wózkiem. Obie te rzeczy szczerze lubiłam w byciu domowążoną. No a teraz pobudka o 5:30, kiedy moje dziecko przewraca się na drugi bok, a i spacerki będą miały zupełnie inny wymiar, bo z pociągu do pracy, z pracy na pociąg. Zastanawiam się czy taki ustalony ład dnia jest rzeczywiście dla mnie. Każdy dzień będzie się odbijał podobnym echem, choć tak z ręką na sercu, to nic nowego, bo dni z bobem w domu też są jota w jotę. Nie ma co marudzić. Trzeba zaakceptować z uśmiechem na ustach. O właśnie! W ogóle, to doszłam do wniosku, że nabrałam fatalnej cechy - malkontenctwa. Jakoś tak samoistnie zaczęłam marudzić i wybrzydzać. A przecież w życiu chodzi o efekt zupełnie odwrotny - doszukiwania się pozytywów. Taki też mam zamiar - zacznę akceptować z radością swój los z całym dobrodziejstwem inwentarza, porażki będę traktować jak lekcje a niedostatki jako czynnik motywujący do polepszania bytu... nieznośnego ;) Ładnie powiedziane. Wrodzony cynizm nakazuje mi teraz właśnie zacząć rechotać.
Życie jest ciężkie. Życie to nie je bajka. Życie to dziwka a potem umierasz. Itd. Itp.
Dziś czuję niepewność jak wkroczenie w kolejny etap zmieni moje, jak sobie z tym poradzimy i jak szybko zsynchronizujemy się z nową rzeczywistością.
3 dni do godziny 0 ... niepewność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz